architektura, dźwięk i kwitnąca wiśnia.

Zaktualizowano: 30 sty

czyli nieoczywiste zaproszenie do wysłuchania płyty "the art of automation" by portico quartet


Kiedy po raz pierwszy brałam do ręki ‚’Oczy Skóry’’ Juhaniego Pallasmaa naiwnie myślałam, że nakarmię się wiedzą o architekturze, albo tej pudrowej poświacie, która określa wrażliwość przez sztukę i wzór. Podobnie było przy „Pochwale Cienia’’. Wiele razy było podobnie. Długo myślałam, a wręcz żyłam przekonaniem, że to moja głupota, ignorancja albo nonszalancja nie pozwalała zgłębić mi wątku słów, które planowałam dużą łyżką połknąć na raz. Z czasem zaczęłam rozumieć, że problem tkwi zupełnie gdzie indziej. Tkwił on i zasadniczo tkwi w do krwi bezrefleksyjnej i chaotycznej obserwacji świata, w którym dłużej lub krócej przychodzi nam uczestniczyć. Jakby wszystko zależało od tego, kto wylosuje złamaną zapałkę.


Często myślimy, że świat się gubi, mówiąc beznamiętnie, że zwariował. Proste i krytyczne określenie kierunku, w którym wszystko zmierza. Nasze pokolenie mówi, że poprzednie było lepsze, poprzednie, że ich było dobre, ale to wcześniejsze w zasadzie było jeszcze lepsze i miało kręgosłup. Koniec końców trzymamy rękę na ramieniu osoby stojącej przed nami, jednocześnie oglądając się w tył. W efekcie wszystkich boli kark. Przeciąganie liny, która kiedyś napięta, teraz jest ostatnim dzieckiem z rodziny rodu Splecionych Sznurków. Konopna dynastia Romanowów i ich Konopna Anastazja. Trwamy więc w pytaniach, które od czasu Platona, siedzącego to nad wodą, to w jaskini, znalazły jedynie kolejne, z którymi się bratają, a wręcz kazirodczo mnożą.


I tak otuleni ciekawością, podnosimy ręce do góry, by zgłosić się do odpowiedzi, a gdy już ktoś nas wywoła, okazuje, że coś umknęło. Pamiętacie ten moment w szkole, kiedy dumnie w ławce wyczekiwaliśmy momentu, by pochwalić się swoją wiedzą, tu i teraz. Ukoronować oceną, a w domu na białym koniu wjechawszy, oznajmić Mamo, piątka. Tak, wiem. Mnie też pytano, czemu nie szóstka.


Idąc myślami dalej, przekładam w głowie kartki jak album ze zdjęciami i myślę - literatura europejska, wspomniana architektura i wrażliwość, a wreszcie kwitnąca japońska wiśnia, której owoce spadają z drukarskich gałęzi wprost do naszych rąk, choćby w postaci myśli Junichiro Tanizaki’ego. Pochylamy się kiwając głową, badawczo skrobiąc brodę i potakując z zamkniętymi oczami zdumieni mądrościami wschodu, zachodu, północy i południa.


Tak, tak - mówimy. No tak - mówimy.

Przecież to oczywiste- stwierdzamy.

Ciekawe, ciekawe - dodajemy, by nie wyjść na ignorantów.


Okazuje się jednak, że to ani oczywiste, ani ciekawe. Okazuje się, że mnożenie pytań w warunkach laboratoryjnych może grozić eksplozją niewiadomych. I grozi. I wybucha.


Zapach spalenizny pozwala złudnie uznać się za pokornych, skinąć do lustra, puścić do siebie oczko i uchylić kapelusza, że stoicką dumą. Albo przeciwnie - wybuch niewiedzy oślepi nas tak bardzo, że poirytowani uznamy te alchemiczne próby za zbędne. Wówczas będziemy- wedle siebie - mądrzejsi, prześcigniemy los, jak sprytne lisy odchodząc w chwałę, pochwałę w zasadzie, bo to prywatna forma litościwej kapitulacji nad nieznanym.Ten zastany, rozgoszczony lek przed niewiedzą, która bije się na gole pięści z ciekawością. W filmie Pod Słońcem Toskanii padło zdanie - Trzeba żyć kuliście i z dziecięcym entuzjazmem. No to żyjemy. Przynajmniej tak sądzimy.


Czas, architektura, wiedzą, oceny, wątpliwość, mur i brak muru. Dachy spadziste, dachy płaskie. Szprosy w oknach i tarasy. I?

I portyki. Tak, portyki.


W świetle wszystkiego co powyżej, możliwe, że portyki to jedna z możliwych odpowiedzi na spiralę pytań. Bo jeśli nie szukamy w życiu bezpieczeństwa, to czego? Portyki to wejścia do świątyń, domów, przedsionki spokoju. Okazywanie monumentu, ale i schronienie. Pokora, dom, spokój, ciekawość, i zwiastun obietnicy, że istnieje odpowiedź na pytanie ‚Co dalej?’.


A więc do brzegu. Nie tak dawno temu pewien kwartet, pewnych muzyków, z pewnym brzmieniem, razu pewnego miał zagrać koncert. Niestety zepsuły się warunki. Muzycy stawiając swój koncert pod znakiem zapytania, znaleźli miejsce, gdzie mogli zagrać i uratować wydarzenie przed katastrofą. Stąd też, okazało się, że jest pewien portyk, który akurat dziś nie gościł ludzi, ani bogów. Ugościł więc i uratował czwórkę muzyków, a byli nimi Duncan Bellamy, Miło Fitzpatrick, Jack Wyllie, Keir Vine, od tego dnia nazywani Portico Quartet, który swoją nazwę zawdzięcza właśnie tej formie architektonicznej, która tamtego dnia pozwoliła im zagrać.


Portico Quartet - podobnie jak japońskie architektoniczne metafory o minimalizmie i prostocie, tworzą kombinacje jazzu, gdzie dźwięk trąbki jest jak autostrada, po której porusza się reszta dźwięków, które dają się poznać stopniowo i wymagają pewnej pokory, uczą nas świata sztuki, który rozwija się kuliście i chwilami arbitralnie sądzi o słuszności jednych nad drugimi.


Album „Art in the Age of Automation” to kompilacja utworów, które od pierwszego pozwalają zrozumieć definicję wzrostu. Wprowadzają słuchacza w lekkość, w płynne brzmienie, które w kolejnych utworach nabiera tempa i industrialno-ambientowego kierunku. Tytuł nie rzucony w eter, jak często przypadkowo się udaje, pozwala się poznać jak niepewny pies i stopniowo zrozumieć. Japonia, kwiat, mądrość, delikatność, minimalizm, tworzenie, budowa, architektura, rozsądek, przyszłość. Jazz jest jedną z er tuż przed powojennym okresem buntu, kiedy muzyka pozwala doświadczyć czubkiem języka czym jest bycie człowiekiem i z jakiego materiału wykonano jego rusztowanie.


Portico daje nam danie z doświadczeń i przyszłości, pozwala złapać głowę w ręce i dać się ponieść możliwie chwili rezygnacji nad idącymi maszynami. Jak Philip K. Dick.


Zaskakujące jak ten nasz mały świat biegnie po nitce do kłębka. Utwór, który niczym concierge, gestem otwartej ręki zaprasza do środka, znikając za drzwiami, daje odbiorcy pstryczka à propos szukania odpowiedzi na pytania, które dziś możemy zostawić w korytarzu na wieszaku z płaszczem, obok mokrego parasola.


„Endless”.


I wierzcie mi, jeśli poszukiwania nie mają końca, to ten utwór na nowo zdefiniuje pojęcie względności czasu. Liczę, że Stephen Hawking dałby mi piątkę, i nie pytajcie czemu nie szóstkę.


po przeczytaniu płyty możesz posłuchać na naszej radiowej playliście "radio algorytmia LPs - ulubione albumy"


🎙 spotify https://lnkd.in/dvxmQtdV

🎙 tidal https://lnkd.in/dNrviP3r


a jeśli nie chcesz słuchać całej płyty posłuchaj 5 naszych, ulubionych utworów z tej płyty na naszej głównej playliście "radio algorytmia"


🎙 spotify https://lnkd.in/d-phTUEa

🎙 tidal https://lnkd.in/dH7Uj7qN



photo by Evie S. on Unsplash

80 wyświetleń0 komentarzy