królem życia i dj'em na zalewie był

Zaktualizowano: 6 lip

z samochodu zrezygnowałem. sprzedałem i tyle. mniej stresu, czasu więcej.

mimo, że mógłbym tak w ogóle z niego zrezygnować, to z taksówek zrezygnować nie mogę.

dlaczego?

bo nie potrafię, nie chcę i tyle.

bo od czasu do czasu do taksówki wsiadam i rozmówcę, kierowcę "prawie zawsze" zaczepiam.

2dni temu też nie zrezygnowałem. taksówkę jak zwykle przez apkę zamówiłem i zająłem się poranną krzątaniną. z rutyny swoim, natrętnym dźwiękiem wyrwał mnie telefon. potwierdził mi tylko: „wszystko jest ok, twój kierowca, twoja kolejna historia już w drodze. za 7 siedem minut będzie”. od razu jak o historii pomyślałem jakoś tak lepiej mi się zrobiło, ci bardziej emocjonalni, twierdzą, że wtedy cieplej na sercu się robi. mi się nie robi, ale co tam. wszystkie takie same nie jesteśmy.

spiąłem się więc, by się nie spóźnić. spóźniać się nie lubię. takie wychowanie. ślad rodziców. wiadomo, niektórzy twierdzą, że coś z nich w człowieku zostaje, nie wiem, czy to akurat, ale niech będzie. nie spóźniłem się, nawet trochę na moją historię, historię człowieka czekałem. warto było. och, warto.

na początek, pierwszą zajawkę długo czekać nie musiałem. kierowca, młody chłopak jeszcze, 300sta może 500set metrów w milczeniu wytrzymał i bez skrępowania po minucie, prosto z mostu zapytał:

- dokąd pan jedzie?

- do pracy, nad morze, do Gdyni się znaczy – odpowiedziałem.

- a co pan robi, jak zapytać mogę?

- pracę innym organizuję, razem z nim to skuteczne wdrażamy.

- lubi pan to?

- lubię, nawet bardzo.

- i właśnie o to chodzi i właśnie o to się rozchodzi, proszę pana, by robić to, co człowiek lubi. a jak mniej lubi, to mniej robić lub w ogóle nie robić.

- no tak, rodzicie mi to często powtarzali.

- fajni rodzice, a często pan podróżuje? – ciągnął kierowca dalej.

- często, kilka, kilkanaście wyjazdów w miesiącu – bez pośpiechu odpowiedziałem.

- o to dużo. a widzi pan, ja też teraz niby w pracy, a w podróży jestem.

- no tak, ze mną tu, z kimś innym gdzieś tam. ma pan rację, codziennie niejedną podróż pan ma.

- i to chodzi i o to się rozchodzi, proszę pana, nudy nie ma. ciekawe te ludziska. życia ciekawe mają.

- a co, pan ciekawego nie ma? – odważnie temat rozpoczynam. niezłaOkazja.

- pewnie, że mam. a wie pan, że ja kiedyś to księgowym byłem?

„skąd mam to wiedzieć” – pomyślałem i grzecznie odpowiedziałem:

- księgowym? to co pan na taksówce robi?

- na zimę się w niej zaszywam. sam dla siebie pracuję.

- ale dlaczego z księgowego pan zrezygnował?

- zrezygnowałem, bo to nie robota dla młodego była.

już miałem wypalić i odpowiedzieć: „i o to chodzi i o to się rozchodzi”, powstrzymałem się jednak i zapytałem:

- jak nie dla młodego?

- wie pan, po studiach od razu byłem, za dziewczynami wolałem ganiać niż w liczbach, cyferkach siedzieć.

- no tak wiadomo. dziewczyny to dziewczyny, częściej niż liczby się uśmiechają ;)

- no pewnie. z roboty, z ciepłej posadki się zerwałem i w świat za jedną pobiegłem. wie pan, chodzi o to i o to się rozchodzi, by lubić to, co się robi.

- już teraz wiem. ale Kobiety też pan lubi?

- lubię.

- i jak już pan za jedną z nich w świat poszedł i dobrą posadę rzucił, to co pan zaczął robić?

- na swoje poszedłem, firmę swoją założyłem i różnych usług się imałem.

- jakich?

- najlepiej to w eventach mi szło. imprezy dla innych organizowałem. wyłączność na całym zalewie zegrzyńskim miałem. dj’em Zalewu byłem. wie pan, królem życia byłem.

- e to chyba nieźle musiało być?

- było. panie, co to za czasy były. co weekend impreza i w tygodniu też czasem. rozmarzył mi się kierowca. wspominał pewnie.

- i co dzisiaj już pan eventów nie robi?

- nie robię.

- dlaczego?

- dlatego, że żonę raz na takim evencie poznałem i się skończyło. od razu, na dzień dobry się skończyło.

- jak się skończyło?

- no tak, ja zawsze pracę przez kobietę nową znajdę i przez kobietę ją zmienię.

- jak przez kobietę?

- no normalnie, żona wzięła i powiedziała: „z eventami stop”

- i co "stop" pan zrobił?

- zrobiłem.

- dlaczego?

- panie to rozwiązłe czasy były. wiedziała, co robiła i trochę mnie znała.

- wszystko jasne, a co pan z firmą zrobił?

- koledze sprzedałem. rady nie dał. rok później już firmy nie było.

- czyli, co kolega nie lubił tej roboty?

- i o to chodzi i o to się rozchodzi, proszę pana, że nie lubił. a lubić trzeba.

- czyli, kobiety i robotę trzeba lubić.

- trzeba. kolejną robotę też przez kobietę znalazłem.

- jaką robotę?

- wie pan historię kocham. historię lubię, interesuję się nią i dlatego przez nią kolejną firmę założyłem.

- jak przez historię?

- no tak. firmę prowadzę, która materiały pirotechniczne i inny sprzęt do grup rekonstrukcyjnych dostarcza.

- grup rekonstrukcyjnych?

- no tak, tych zapaleńców, co w okopach siedzą i przebieg bitew odtwarzają.

- i co opłaca się?

- opłaca się, opłaca. jeden mundur to czasami kilka tysięcy kosztuje. pracuję dla nich i z nimi w tych okopach siedzę.

- żona nic przeciwko nie ma?

- nie ma.

- rozumiem, a taksówka?

- a taksówka to na zimę. wie pan w podróży jestem i od czasu do czasu do jakieś Kobiety, Mężczyzny, Człowieka zagadam i tyle.

- tak – przytaknąłem i pomyślałem:

"i o to chodzi i o to się rozchodzi, proszę pana, by się Kobiet w życiu słuchać. jak się człowiek Kobiet w życiu posłucha, to pracę na lepszą zmieni".

126 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie