mięso i reszta rodzeństwa

W debiutanckiej odsłonie radia algorytmia pojawiło się hasło: „mięso”. Nie trzeba chyba dodawać, że audycja o działaniach managera była, a ściślej mówiąc, o tym za co manager powinien być wynagradzany. I wtedy przyszło „mięso”, więc teraz słów kilka o tym zjawisku.


Tak było już ponad rok temu, więc w wakacyjny czas 2022, przyszła pora na małe odświeżenie tekstu.


audycja #1


Dlaczego w ogóle chcę się tym zająć i czemu wątek mięsny nazywam zjawiskiem? Po pierwsze w moim zawodowym i nie tylko zawodowym życiu słyszę owo wezwanie o “mięso” odmieniane przez przypadki, zatem z czystej poznawczej ciekawości, jako uczestnik owej rzeczywistości, chcę się do tego odnieść, a ściślej mówiąc podzielić swoimi refleksjami. Luźnymi. Prawdopodobnie bezmięsnymi.

A dlaczego zjawisko? W zasadzie wynika to z pierwszego powodu, a mianowicie owej „wszędobylności” tego słowa. Mięsa znaczy. Bo jak się temu przyglądam uważniej, to myślę sobie, że to “mięso” ma swoich braci i siostry. A bracia i siostry, to inne słowa wytrychy. Czyli niby klucze, niby coś otwierają, ale czy ktoś w życiu użył wytrychu? Ktoś to sprawdził? Ktoś tego tamtego. No dobra, ale wracając do mięsa.


Mityczne mięso, to wyraz tęsknoty za świętym Graalem. Mityczne mięso, to wołanie o konkret w sytuacji chaosu. To wołanie o porządek w nieprzewidywalnym, niepewnym świecie. Mityczne mięso to wołanie o konkretną metodę, o konkretne rozwiązanie. O cudowne rozwiązanie, oczywiście „szyte na miarę”, czyli mięso na wagę, dokładnie odmierzone. Mięso to pojęciowy agregat, który mieści w sobie wszystkie te tęsknoty, oczekiwania, a czasem i nasze lęki.

Mityczne mięso ma swojego brata. To Praktyk. Praktyk biznesu rzecz jasna, jakby drogi czytelnik miał chwilową, acz moim zdaniem nieuzasadnioną, wątpliwość. Taki praktyk biznesu, to towar chodliwy, to towar pożądany. To gwiazda. Bo taki praktyk biznesu, wychodzi na scenę na ten przykład, bo na sceny takowe jest zapraszany, wychodzi na scenę i na scenie tej wywala nam, ups przepraszam, przedstawia słuchaczom. No nie zgadniecie? Konkret przedstawia, czyli Mięso odważa. No dobra, powiem szeptem, ja nie wiem, czy on konkret przedstawia, ale tak o nim mówią. Cmokają, wzdychają, głowami kręcą i chórem powtarzają - o ten, to jest prawdziwy praktyk, ten to mięso przedstawia.


Jak z tą praktyką może być? Czy sama praktyka jest z miejsca gwarantem jakości? A może wiedzy? No, że tak powiem, niekoniecznie. Za słowem praktyka, kryje się domyślnie, że skoro praktyk, to posiada doświadczenie, że właśnie w owym doświadczeniu zdobył praktykę.

Czyli na ten przykład, chwytam łopatę i kopię. Pięknie kopię. Pot leci, odciski rosną, a ja kopię. Rok, dwa, nawet pięć. Co tam pięć, dziesięć lat w kopaniu już mam na karku. Obszerne dziury kopałem przez ten czas, wszystkie pod wymiar i klient był zadowolony. Praktyk w pełnej krasie.

Aż pewnego razu majaczy na horyzoncie jakaś cherlawa postać. Wiecie kto to? No pewnie, jak cherlawy i ledwo go widać, to jakiś taki mało pewny siebie, jakiś niewyraźny, jakiś taki nieżyciowy. Musi ci on być teoretyk. I ślamazarzy się taki teoretyk i głosem bladym, prawie szepcąc, coś tam mruczy pod nosem, że z badań, że z jakieś metaanalizy, to coś tam wynika, że można kopać inaczej, i że w ogóle są różne sposoby kopania. I mruczy coś dalej pod nosem. Wciąż tak cichutko, malutko. No taki teoretyk.

Więc ja, to znaczy ja, czyli ten co to kopał już te dziesięć lat, dziarskim krokiem ku niemu podążam i z rumianym uśmiechem na twarzy wypalam: no ale panie kochany jakieś mięso by pan podał, mięsa mi trzeba, a to co pan mówisz, to jakieś takie nieostre jest. Mętne. Pan może i te badania i obserwacje robił, ale ja praktyk jestem i się na kopaniu znam.

Tu drogi czytelniku nie będę rozwijał dalej tego dialogu, bo wulgaryzmy się tam mogą pojawić, wymsknie się taka rozmowa z ram, że tak powiem szeroko rozumianej kultury śródziemnomorskiej. Ja tylko dla przykładu taką rozmowę przytoczyłem, która to się o mięsie i bracie praktyku toczy. I pragnę podkreślić, że nie stawiam tezy, że praktyk to jakaś kontra do teoretyka i na odwrót. Chcę natomiast na zjawisko zwrócić uwagę, że słowo praktyk, bywa używane jako magiczne słowo. Takie co je do wytrycha porównałem, a teraz mi się inne porównanie pojawiło, że to takie czary mary wydmuszka, czyli jakby jajko, ale nie jajko. I kruche takie. Pytaniem zasadnym łatwo zgnieść.


Zwróć uwagę drogi czytelniku, że dla jednego to, co nazywamy mięsem, dla kogoś innego absolutnie mięsem nie jest. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem naiwnego realizmu*, czyli przedziwnego złudzenia, w którym to jesteśmy przekonani, że nasz świat jest identyczny ze światem naszego rozmówcy. A jeśli występuje potencjalna różnica, to „wystarczy” ją zniwelować dostarczając rozmówcy wiedzę, a w interesującym nas przypadku, dostarczając mu mityczne mięso.


- Weź i przeczytaj tę książkę - mówimy - tam jest samo sprzedażowe mięso - dodajemy. Albo: - O!, ten webinar to sam konkret, samo mięso o zarządzaniu.


Więc łapiemy za książkę, więc włączamy webinar, z tą mniej lub bardziej uświadomioną tęsknotą, że oto tym razem, dotrzemy do mięsa. Do konkretu. Do metody. Konieczniej prostej, koniecznie skutecznej. Śmiertelnie skutecznej. Skutecznej śmiertelnie. Krwistej wręcz, jak dobry kawał mięsa.


I jeszcze jest siostra mięsa. Taka mniejsza, niedonoszona jakby, ale swoje miejsce potrafi wydreptać. Inspiracja się zowie. Znacie tę pannę. No masz, pewnie, że znacie, bo przecież inspiracja na każdym kroku czycha. Przedziwna to istota, bo taka niby siostra mięsa, bo często z nim w parze chodzi, ale tak jakby czuć woń, że to siostra z innej półki mięsnej garmażerii. No zgodzicie się pewnie, że słyszeliście takie oto zdanie: hmm, bardzo ciekawe to wystąpienie, [bardzo ciekawy artykuł, wpis (wstaw czytelniku dowolne) ] daje do myślenia i pełne jest inspiracji. Albo to: wiele inspiracji mam z tego szkolenia.

I niby to fajnie brzmi, niby się niesie echem pustoty przekazu po social mediach, ale już czyha nieopodal jegomość z młotem podniesionym w zamachu, niczym Thor przed akcją, i tym młotem jak nie przyfanzoli pytaniem z trzewi, nomem omen: a gdzie mięso, gdzie konkret?

Więc biedna ta siostra inspiracja. Niby jest, ale jak mięso obok, to jakby jej nie było.


A my przecież całemu światu chcemy oznajmić, że my konkret robimy, żadne tam pitu-pitu, czy jakieś tam rośliny uprawiamy. My mięso. I tylko mięso. Paraliż wręcz ogarnia, gdyby nas ktoś oskarżył, że my mięsa nie oferujemy. Więc, hola hola, głowa do góry i przechodzimy do konkretu, do mięsa rzecz jasna.


Swoją drogą ciekawe jest, że gdy oczekujemy samego mięsa, to przecież gdzieś w tle jest to, czego nie oczekujemy. Skoro ma być samo mięso, to w domyśle jest również wersja mięsa z czymś. Dodatkami? Sosem?


Zasadne więc jest kolejne pytanie, czym jest mityczne „nie mięso” ?


Proponuję zatem, gdy kolejny raz ktoś powie, że oczekuje mięsa, to spytaj: co dokładnie masz na myśli mówiąc „mięso”. Spytaj: czego ode mnie oczekujesz, czego dokładnie potrzebujesz?

A gdy innym razem zawoła ktoś, że praktyka potrzebuje, że praktyka chce mieć w zespole, to także pytaj, co konkretnie ma na myśli? Czy miara praktyka do wyłącznie doświadczenie, że ktoś coś praktykował. Bo ja ten przykład, mam już dobre dwadzieścia lat praktyki w przypalaniu naleśników. Serio, serio. Jakiś headhunter mnie może ustrzeli na szefa kuchni?


Zainspirował cię ten artykuł? Jak ci dam inspirację! Może cię zaciekawił, zainteresował, zanudził, zmęczył. Jeśli tak, to podziel się tym ze mną albo z kim tam chcesz, drogi czytelniku. Tylko podziel się tak wiesz, no wiesz konkretnie. Podziel się…Dobra, starczy tego mięsa.


* lektur o naiwnym realizmie wiele, ale choć ta jedną podamy: matematyka niepewności – Leonard Mlodinow.


50 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie