o jednym takim bufonie przypowiastka.

czy żyjesz w tym samym świecie co ja?

czy ja znam Twój świat?

czy możemy w ogóle się poznać?


pozornie banalne pytania i być może jeszcze bardziej „oczywiste” odpowiedzi. przecież na co dzień, wciąż rozmawiamy i potrafimy się porozumieć. istotnie, tak to wygląda. zajrzyjmy jednak z ciekawością pod spód tej „oczywistości”.


- przeczytaj koniecznie tę książkę, a zrozumiesz, co mam na myśli - mówiłem wiele razy do kolegów i koleżanek.

- musisz zobaczyć ten wykład - namawiałem innym razem. - a ten artykuł ! - to perełka - wtedy dopiero wyrobisz sobie pełen pogląd, wtedy będziesz wiedział, o czym do ciebie mówię. wtedy zrozumiesz o co w tym (wstaw dowolne) chodzi.


domyślam się, że znasz to z własnego życia. w tym jesteśmy najpewniej podobni. to bowiem jeden z pierwszych widocznych objawów zjawiska opisanego w psychologi jako naiwnego realizmu. początek koncepcji naiwnego realizmu to pierwsze lata XX wieku, gdy psycholog Kurt Levin zapoczątkował nurt w badaniach ludzkich zachowań sugerując, że zachowanie człowieka jest funkcją osoby i środowiska.

u podwalin tego postrzegania człowieka, leżało założenie, że tak zwane psychiczne środowisko każdego z nas jest subiektywne, zatem odrębne od rzeczywistości fizycznej. w nauce i badaniach to zastrzeżenie, ma doniosłą wagę, oddziela bowiem naukowca od obszaru badań. taki wentyl bezpieczeństwa. zdarza się, że bywa zawodny, gdy dajemy zwieść się powabowi autorytetów.

kolejne badania oraz eksperymenty prowadzone między innymi przez Lee Ross’a czy Thomasa Gilovicha, uwieńczone zostały uznaniem, w podręczniku akademickim psychologii społecznej, koncepcji naiwnego realizmu, jako “[…] reprezentującej ważny, wręcz fundamentalny wkład psychologii społecznej.[1]

żyjemy w silnym przekonaniu, że wystarczy wyposażyć rozmówcę, w ten sam zestaw danych i na wyjściu otrzymamy identyczny z naszym wniosek końcowy. dodatkowo sądzimy, że nasz obraz świata i właśnie nasze wnioski są realistyczne, racjonalne. sądzimy, że postrzegamy rzeczy takie jakimi są. to inni błądzą, w dziwacznych teoriach na temat rzeczywistości.

nic bardziej mylnego (sic!). nomen omen.

nasz rozmówca ma bowiem diametralnie odmienny układ danych składowych, przez które postrzega rzeczywistość. aby użyć obrazowego porównania, to nasz rozmówca przywdziewa inne okulary. my oczywiście też inne (w domyśle “prawdziwe”). przypomnij sobie grę w Tetris. kolorowe figury spadają, a Ty sprawnymi ruchami układasz kolejne rzędy. powstają kolorowe wzory, gdzieniegdzie przerwane luką. a teraz zobacz, że tak właśnie wygląda nasz wewnętrzny Tetris, nasz układ przekonań, wierzeń, wiedzy, osądów, uprzedzeń. składowe kolorowych kostek są identyczne, ale ilość układów jakie mogą z tego powstać wygląda na niemal nieograniczoną. nowe rzędy są więc na pierwszy rzut oka podobne, ale przy bliższej obserwacji różnią się jednak samym układem, kolorami, ilością przerw. Dodanie kolejnej, nawet identycznej kostki nie sprawi, że cały rząd będzie identyczny. przeczytanie przez kolegę, koleżankę artykuły, który mu z takim zapałem poleciłeś, nie sprawi automatycznie, że przekonamy rozmówcę do czegokolwiek.


co z tego wynika.


/ dystans do siebie /

jesteś kolorową linijką układanki Tetris. arcyciekawą, ale z pewnością nie masz patentu na życie. chyba, że masz? innymi słowy, choć to może być bolesne poznawczo dla każdego z nas, nie widzimy rzeczywistości jako takiej. racjonalnie i prawdziwie. no nie. niestety. bywa, że mamy przebłyski takiego postrzegania, krótkie momenty, w których na dany temat wypowiadamy się z jako takim sensem. stawanie się ekspertem, to mozolne poszerzanie tego terytorium. sytuacja społecznie pożądana: rozwój grupy ekspertów.


/ ciekawość /

skoro mój świat wygląda tak, a już teraz wiesz (bo właśnie przeczytałeś ten wpis), że Twój świat wygląda inaczej, to można zadać sobie pytania:

jak poznać ten świat?

z jakich klocków jest ta układanka?

uruchamia się ciekawość. ciekawość drugiego człowieka, ale też ciekawość poznania świata obiektywnego, jakkolwiek sobie to zdefiniujemy. historia nauki uczy nas pokory w mozolnym trudzie zbierania danych i ich rozumienia.


/ sztuka rozmowy /

doskonalenie się w sztuce dialogu. rozmawiać, by poznać, ale też rozmawiać, by dać się poznać. rozmawiać wiedząc, że ulegam złudzeniu naiwnego realizmu, ale również rozmawiać twardo uzasadniając swoje poglądy.


/ bufonada /

ulegając mocno złudzeniu naiwnego realizmu możemy krok po kroku staczać się po stromiźnie żenady. mając rację we wszystkim. zawsze. bo przecież czytałem tę fantastyczną książkę, bo widziałem wykład, bo słuchałem podcastu i tam mówili….zawodowo, prywatnie, hobbystycznie, wszędzie tam czycha na nas nadęty bufon karmiony naiwnym realizmem.

polecam pozostawiać go głodnym.



[1] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/9780470561119.socpsy001001

64 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie