Co tak drapie?, czyli trzy refleksje o prawdzie i fałszu, w tym jedna nieskończona.

Zabawę mieliśmy w radiu przednią. Prima aprilis swoje prawa ma. Taki jeden dzień bezkarnego wkręcania. Pomysł narodził się spontanicznie w trakcie poprzedniej audycji. Zasada była prosta: przedstawiamy koncepcję, teorię, doświadczenie i nie określamy, czy to prawda, czy fałsz. Zostawiamy tę ocenę tobie widzu, słuchaczu radia algorytmia


audycja - prawda to czy fałsz

nasza strona

nasz kanał na youtube z podziałami na części

spotify | apple podcast | google podcast


Przygotowując się do audycji i tuż po niej zebrałem kilka refleksji w temacie prawdy i fałszu. Pozwól drogi Czytelniku, że się nimi z tobą podzielę. Może przydadzą się, gdy i Ty będziesz chciał udzielić odpowiedzi na pytanie:


prawda to, czy fałsz?


I. Złożoność do potęgi

Im dłuższa sekwencja, z której składa się przytoczona historia, to znaczy z jak dużej ilości elementów jest złożona, trudność w rozpoznaniu jej fałszywości lub prawdziwości rośnie lawinowo. Są ku temu istotne powody.

Zobaczmy to na pierwszym, przedstawionym w audycji, przykładzie. Opowiadam tam o własnym doświadczeniu pracy z rozbudowanym narzędziem do pracy z menadżerami w ramach projektu rozwojowego. Program składał się z takich elementów jak badanie 360, testu wiedzy modalnej oraz testu osobowości. Tak zestawiony program przysłużyć się miał dla organizacji dobrym dopasowaniem ludzi do zajmowanej roli.

a. Zatem to, co należałoby zrobić w pierwszym kroku, to rozpoznać powyższe trzy elementy. Rozpoznać, czyli dowiedzieć się, czy coś takiego w ogóle istnieje. Załóżmy, że to sprawdziliśmy i mamy już wiedzę o istnieniu lub nieistnieniu takich pojęć.


b. W kolejnym kroku wypadałoby sprawdzić, do czego służą wymienione elementy, czyli do czego służy badanie 360, do czego służy test wiedzy modalnej oraz do czego służy test osobowości. Innymi słowy, jakie jest przeznaczenie pojedynczych narzędzi oraz jakie są oczekiwane rezultaty z ich korzystania.

Wyobraźmy sobie, że i to już mamy za sobą. Zgromadziliśmy potrzebną wiedzę.

c. Jest przed nami jeszcze, co najmniej jeden, zasadniczy krok. Potrzebujemy sprawdzić, czy istnieje istotna zależność pomiędzy tymi elementami. Istotna z perspektywy efektywności interesującego nas pomiaru, a mierzyć chcieliśmy stopień dopasowania człowieka do obejmowanej roli w organizacji. Dlaczego to ważne? Ano dlatego, że autor tej wypowiedzi (tak, tak, w tym przypadku to ja), informuje nas jednoznacznie, że właśnie połączenie owych elementów dawało fantastyczne efekty (podaję nawet pomiar owej efektywności).


Uważny czytelnik, zorientuje się, że po drodze powyższych trzech kroków, może być jeszcze kilka lub nawet kilkanaście kroków pośrednich. I jest to słuszne spostrzeżenie, które zachęcam przekuć w praktykę, a mianowicie kroki te wykonać. Tym niemniej, trzy duże etapy i związane z nimi pytania, już odsłaniają wspomnianą lawinowo rosnącą, możliwość odpowiedzi - prawda to czy fałsz. I to refleksja pierwsza.



II. Własne preferencje

W przykładach narzędzi i teorii, jak w soczewce skupiają się nasze oczekiwania i preferencje. Innymi słowy nasze “chciejstwa” i “wyobrażone światy”, czyli takie ciągoty w stosunku do rzeczywistości, które bardzo byśmy chcieli, aby wystąpiły. Ponownie skorzystam z przykładu już wspomnianego. Na potrzeby dalszego tekstu, aby podkreślić nieoznaczoność pojęć, będę je umieszczał w cudzysłowie.


Prześledźmy wspólnie, pewien możliwy ciąg myślowy.

W historii o wiedzy modalnej, mamy między innymi informację o “dostępie do wiedzy”. Ze szczególnym podkreśleniem, że jest to wiedza “specyficzna”, bo modalna. Ma nazwę, więc da się ją wyodrębnić. A jak da się wyodrębnić, to pewnie i da się ją mierzyć. Skoro mogę ją mierzyć, to mogę porównać, najlepiej coś do czego, a w tym przypadku kogoś do kogoś. I na koniec, ta wiedza modalna, może być przepustką w pracy, do “lepszego” stanowiska, bo przecież “jasne jest” jak słońce, że jak coś jest używane w programie rozwojowym, to po to żeby było “lepiej”.


W tym krótkim ciągu, znajdziemy cały pakiet “chciejstw” i “wyobrażonych światów”, od “chciejstwa” mierzenia, porównywania, kategoryzowania, do “wyobrażonego świata” “rozwoju”.

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że owo narzędzie (to złożone z trzech elementów) nie posiada możliwości, aby chciejstwo zrealizować. Pragnę zauważyć, że w ogóle “chciejstwo” się pojawia i to nie jedno, a co najmniej kilka. A skoro się pojawia, to może nam zakłócić odbiór i rozeznanie, czy prawda to, czy fałsz. Wie o tym każdy naukowiec, który bardzo “chciał”, aby eksperyment mu “wyszedł”.

To refleksja druga, prawie ostatnia.


III. Drapiący niepokój.

I jeszcze jedno na koniec. O intencji. Tu w radiu algorytmia intencja była określona, prima aprilis-owa zabawa w prawdę czy fałsz.


Fraszka igraszka.


A co jeśli, ktoś celowo snuję opowieść tak, aby….


Dobra nie kończę, aby i Ciebie Czytelniku nie drapało.


To refleksja ostatnia. Nieskończona.

56 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie