top of page

Drogi Profesorze.

list pierwszy w cyklu listy do Profesora



Drogi Profesorze.

Tęskno mi do naszych listów i spotkań. Sporo czasu minęło od ostatniego spotkania, a i listów dawno nie wymienialiśmy. Jako, że Nowy Rok nastał, co skłania masowo i nachalnie do nowych aktywności i postanowień, to ja się żachnę na nowe otwarcie naszej korespondencji z nieukrywaną radością, ale i pomieszaniem, o czym później w liście.

Niniejszym, pozwolę sobie od skromnych życzeń zacząć, na ten 2023 rok. Oby wysiłki wszelkie dostępne przedsięwziąć, byśmy mogli z satysfakcją dzień każdy kończyć. Ma się rozumieć, z satysfakcją wykonania dobrej roboty na wszystkich polach naszej doczesności.

Dobrze pamiętam nasze poprzednie listy, przede wszystkim dlatego, że regularność wprowadzały w moje zawodowe życie. Regularność związaną z systematycznym myśleniem, a to jak Profesor dobrze zna z własnej praktyki, znacznie podnosi ostrzenie poglądów i gromadzenie okruchów informacji i danych w pudełko opatrzone odręcznie wypisaną etykietą - nauka.

Przeglądałem nawet ostatnio te nasze listy i pewnie do kilku wątków chętnie powrócę, bo i tematy ciekawe i nowe dane doszły, lub po prostu jakośmy temat nieskończony zawiesili. Także pokaźne archiwum mamy, które na remanent oczekuje.

Jak wspomniałem na początku, z tym całym nowym rokiem, to nieco nieswojo się czuje, choć to nie jedyne odczucie. Nie ukrywam, że radość też jakaś we mnie, ciekawość, nawet bym powiedział, nadchodzących czasów. Wygląda mi na to, że w działaniach człowieka jakiś pęd, jakaś tęsknota się kryje, za nowym otwarciem. Że tak na czysto, od początku. Że gruba krecha i wszystko co złe, do kosza. Od dziś jestem nowym człowiekiem. Mam nowe postanowienia i nowy rozdział zaczynam. Biała karta. Czysta karta. Tabula rasa. Tak mi się to nawet kojarzy, z pierwszą stroną nowego zeszytu. Pamięta Profesor jeszcze szkolne czasy, jak się nowy zeszyt zaczynało? Pachnący, świeżutki, niepoplamiony i bez pozaginanych rogów kartek. Cudeńko. I ten margines rysowany starannie od linijki, często przy wyraźnym wsparciu mimowolnych ruchów języka. To musiał być zabawny widok. Teraz też go widuję u dzieci, gdy z namaszczonym skupieniem zapełniają kolorami rysunek pod jakże familijnym tytułem “Moje rodzinne święta”. I ten zeszyt, już z marginesami przygotowany, czekał na wpis pierwszy. Na datę i temat. Pamiętam, jak w tym momencie ręka drżała, aby wykaligrafować pierwsze cyfry z daty. Bo przecież zeszyt nowy, więc postanowienie jest, że ładnie pisać będę. I że bez błędów rzecz jasna. I data pięknie widnieje. I duma rozpiera. I jasna cholera! Rok pomyliłem. Bo przecież już nie 1986 tylko 1987. Co robić? Zeszyt przecież nowy. Postanowienia nowe. Nowe życie miało się rozpocząć. Nowe, bez błędów i wypaczeń. Nic to! Szóstkę zgrabnym manewrem na siódemkę przemieniam i nadzieję rozpalam sam do siebie mówiąc, że nie szkodzi, że jeszcze cała strona a potem cały zeszyt przede mną. Tak było, pamiętam i pewnie Profesor też pamięta.


Ale ja to całe wspomnienie, na okoliczność nowego roku przytaczam i nawiązuje do swej obserwacji, że może o to, w tych noworocznych postanowieniach chodzi, że to takie nowe życie. Nowy ja. Ładna historia, tylko mnie się wydaje, że taka naciągana trochę. Tak dosłownie, jak próba przykrycia się przykrótkim kocem. Można przez chwilę udawać, że koc grzeje po plecach, ale jużci w stopy ziąb. Jak to miałoby się niby wydarzyć, że z dnia na dzień, czy nawet z miesiąca na miesiąc człowiek się zmienia? Bo napisał sobie, że książki będzie czytał codziennie, albo że od dziś to nic tylko zielone, świeże i żadne tam różowe i słodkie. Naprawdę? To od tego ludzie się zmieniają? Czy zatem jestem przeciwnikiem postanowień? Rzecz jasna, nie. Postanowienia są ok, według mnie, ale wtedy i tylko wtedy, gdy są elementem ułożonego planu, który… i tu Profesora, nie zaskoczę, trzeba sukcesywnie, skrupulatnie i sumiennie wdrażać.

Pozwalam sobie na nieco frywolne i nieuczesane myśli w pierwszym liście, solennie składając deklarację, że już w kolejnym powrócę, do tak przez nas lubianej formy uporządkowanego dyskursu.

A jest o czym dyskutować, bo jak już wcześniej napisałem i tematy z poprzednich listów, nowe światło ujrzeć mogą jak i bieżących spraw też bez liku. Jestem za tym, aby poprzednimi zasadami się kierować w naszej korespondencji. Będę zatem referował Profesorowi temat z własną opinią, oceną lub pytaniami jakie ów temat wywołuje. Jak tylko to będzie możliwe, to przypis zamieszczę. I oczywiście liczę na Profesora pytania i refleksje, tym bardziej że, że tak powiem, branża Profesora odmienna od mojej, ale dystans ten, do tej pory sprawdzał się wyostrzoną perspektywą.

W kolejnym liście chciałbym się zająć hierarchią dowodów. Przyjrzeć się, co dla nas z tego wynika w codziennym zawodowym (i może nie tylko zawodowym) życiu. Temat o tyle ważki, że jak dla mnie podstawowy, w sensie fundamentalny. A skoro na nowo nasze listy zaczynamy, i w dodatku w Nowym Roku, to w fundamentach warto zrobić rozeznanie.

Kończąc dodam jeszcze, że styczeń w tym roku pogodową anomalią nas przywitał i wiosenne temperatury termometry dnia pierwszego stycznia wskazywały, co swoją drogą mogło pomóc w szybkiej realizacji niektórych noworocznych postanowień, bo spacerując w ten dzień, widziałem wielu biegaczy w krótkich szortach.


Warszawa, 04.01.2023

41 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page