top of page

wiadrem emaliowanym w łeb, czyli krótka historia spokoju zbiorowej bezmyślności.


- nikogo nie widzisz?

- nie widzę.

- a widzisz, a ja widzę, rozejrzyj się jeszcze raz, proszę.

- rozglądam się i nic, nikogo nie widzę,

- wiem, wiem, że, nie widzisz, wkręcam cię. by ją/jego zobaczyć, to ci trochę o nim/niej muszę opowiedzieć i wtedy na pewno ją/jjego zauważysz i nie przejdziesz obok niego/niej obojętnie, tym bardziej, że poszkodowany i obolały jest, ponieważ cierpi.


ten ktoś to uczestnik, bywalec konferencji, z grubsza każdy z nas. różnica między tobą, a nim może polegać, podkreślam może polegać na tym, że on/ona w przeciwieństwie do ciebie najczęściej siedzi w kącie sali. sam/sama tam sobie siedzi i wyje. wyje bezgłośnie, bo w miejscu publicznym jest. można powiedzieć, że normalnie wycie jak rasowy aktor odgrywa. głowę wraz z nabieraniem powietrza miarowo odchyla, usta na chwilę przymyka, później je otwiera i wyje. z tym, że dźwięku, foni nie ma. po prostu niemy film.


zafrapowała mnie ta postać tajemnicza, więc któregoś razu nie wytrzymałem i podjazd z perfidnym pytaniem do takiej osoby wykonałem (za styl 0, za skuteczność 9):


- przepraszam, a pan/pani co tak tu sam/sama sobie siedzi?

- no siedzę sobie.

- ale po co, no w jakim celu, tak sam/sama w kącie?

- siedzę w kącie, bo wyję, lamentuje sobie po prostu.

- wyjesz, lamentujesz?

- tak wyję, co zdziwiony?

- no pewnie, że zdziwiony. konferencja podniosła, wysoko już poszybowała, o trendach 4.0, 5.0 i 6.0 nawet mówią, a ty wyjesz i jeszcze źle wyglądasz?

- no źle, bo cierpię. obolały/obolała jestem.

- i z tego powodu tak sobie tu siedzisz?

- no siedzę, bo boli bardzo. bardzo obolały/obolała jestem.

- obolała jesteś?

- tak jestem.

- ale dlaczego?

- a dlatego, że wiadrami we mnie ludzie z tej sceny, od samego początku rzucają.


popatrzyłem sobie na niego/na nią, postać tą dziwną też dziwnie, bo ja żadnych wiader nie widziałem, wzrokiem zmierzyłem i zapytałem:

- coś mnie w przerwie ominęło?

- nic cię nie ominęło, nic cię omija i nic cię nie ominie. nic nie dawali i nic nie brali.

- no ok. ale jak nic nie dawali, nic nie brali, to o co chodzi?

- naprawdę chcesz wiedzieć?

- no chcę, dawaj, bo ciekawski jestem.

- naprawdę?

- naprawdę, dawaj, nie baw się już ze mną, ja poważny uczestnik poważnej konferencji jestem.

- ok już dobra, dobra, ale ostrzegam, że jak ci powiem, to się możesz we mnie zamienić, takie czary mary świadomości. istota, która do tej pory dla ciebie przezroczysta była, na początku półprzezroczysta się stanie, a później kształtem się wypełni i nie zniknie już, mara jedna. a ty, tego nie wiem, czy sił będziesz miał wystarczająco dużo, by się jej przeciwstawić. siłą i urokiem spokój idola tribus ci zabierze i indywidualistą być każe. i to takim, który przeświadczenia i stwierdzenia weryfikować będzie. może nie warto, bo przecież nie o prawdę tu może chodzić, prawda?, tylko o praktyczne podejście, bo przecież jak oporu nie stawiasz to siły oszczędzasz.


- znaczy się, chcesz mi wprost powiedzieć, że sam będę tak siedział i wył?

- tak, tak właśnie będzie.

- weź przestań, ja już dawno z kolan wstałem, nic mi nie będzie, dawaj.

- dobra sam tego chciałeś, ale gwarantuję ci, że nie raz ci ręce opadną i na kolana wrócisz, zobaczysz.

- dobra, dobra, nie strasz. chciałem, chcę i nadal chcę.

- no dobra, to uważaj. na konferencje, do pracy sobie przychodzisz i od razu od wejścia bach.

- ale co bach?

- no w łeb wiadrem bach, w plecy, w brzuch lub w klatę na dokładkę.

- no, ale jakim wiadrem, mów?

- no zwykłym takim, wielkim, emaliowanym.

- no to już wiem i wiem, że boli. wiadro małe nie jest. tylko ty mi powiedz co to, to wiadro jest. znaczy się, co ono znaczy?

- a wiadro to każdy zwrot, każde pojęcie wieloznaczne, nieostre lub nieprecyzyjne, którym rzuca w ciebie twój rozmówca, a na konferencji oczywiście Mówca (M duże, bo Mówcy przez duże M szczególnie sadystyczni są, oni częściej i mocniej od innych tymi wiadrami po widowni frugają).

- a dokładniej możesz, bo też mi zaraz wiadrem przyłożysz, a ja nie wiem, czy gotowy jestem?

- no na przykład wyobraź sobie wiadro z etykietą lider w zdaniu: wymagamy od naszych kandydatów, by byli liderami, szukamy liderów. o tak, to moje ulubione wiadro jest, mocno rani, a frugamy nim na lewo i prawo. (czasami mam wrażenie, że gdyby słowa tego zabronić, to wszystkie misterinie tkane konstrukcje prezentacji szybko ległyby w gruzach)

- no mam to i?

- no i co ta etykieta twoim skromnym zdaniem w tym zdaniu znaczy?

- no nic.

- no właśnie nic, a wszyscy czytają, słuchają i głowami potakują jakby dokładnie wiedzieli, co znaczy. po salach konferenycjnych sobie popatrz, no jak nic powszechny consensus.

- czyli znaczy on tyle, że kto rękę w tym wiadrze głebiej umoczy, to co innego może z niego wyjąć.

- dokładnie, przecież każdy z nas może, co innego sobie pomyśleć i co innego zrozumieć lub, że bez wyjaśnienia jakieś znaczenie powszechne, takie samo każdy z nas sobie wyjmie i tyle. oj, zrozumienia z tego nie będzie.

- oj nie będzie. a oto właśnie, oto mi chodzi.

- jasne, czyli o to, że słowem, zwrotem w kogoś rzucam i przyjmuję, że wiem, co ono dla mojego rozmówcy, słuchacza znaczy.

- a wiesz, nawet jeśli o to potocznie przyjęte znacznie chodzi?

- raczej nie. wiem, co dla mnie znaczy i to moje znaczenie razem często z tym wiadrem rzucam.

- dokładnie. a ten kto wiadrem dostaje, to cierpi i dlatego obolały jest, oczywiście jak świadomy jest, że tym słowem doprecyzowanie rozumienia by się przydało, a powszechnym przekonaniom choćby weryfikacja sceptyczna. sceptyczna nie entuzjastyczna.

- obolały, bo dokładnie nie rozumie. obolały jest, bo nie wie, o co temu mówcy, prelegentowi dokładnie chodzi.

- tak, lub przyjmuje powszechne założenie takie jak inni, jak większość, bo przecież większość z nas wie, no prawie każdy z nas wie, kto to lider, a to powszechne przyjmowanie powszechnie akceptowanych przekonań dla mnie bolesne jest jak wiadrem w łeb dostawanie.

- jasne, tylko co z tym zrobić mogę?

- choćby pojęcia, te wiadra przez konkretne zachowania i czynności opisywać, a powszechne prawdy i znaczenia weryfikować.

- a jak na przykład?

- a tak, że zamiast otwarty na przykład możesz powiedzieć: że każdemu mojemu pomysłowi poświęcił czas, zadawał pytania i pomysłów nie negował.

- oj to proste, czyli trzeba myśleć o tym, co w środku a nie na boczku.

- trafnie ujęte.

- dzięki. i z tego powodu tak wyjesz?

- tak.

- a czemu aż tak?

- bo już dzisiaj ze 100 razy dostałem i to pewnie jeszcze nie koniec.


popatrzyłem w lewo, popatrzyłem w prawo, wiadra ze sceny leciały, a większość z nas głowami kiwała. potem obok niego/niej usiadłem i tak samo wyć zacząłem. oj bolało, boli to nasze zbiorowe kalectwo, a może „potoczna, zbiorowa mądrość”, nie mi o tym rozstrzygać.


ty sam, sama o tym rozstrzygnij, ja to już zrobiłem i z dwóch możliwości za pierwszą się opowiedziałem i dlatego dużo czasu zrozumieniu znaczeń poświęcam.

9 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page